niedziela, 14 kwietnia 2019

Pierwszy dzień nad Biebrzą

Na wstępie bardzo chciałam podziękować Wojciechowi Gotkiewiczowi, który doradził nam w sprawie wyjazdu nad Biebrzę. Dziękuję!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Trochę się zabierałam do napisania tego postu, ale to wcale nie dlatego, że mi się nie chciało, ale ze względu na małą ilość czasu wolnego. Mój trzydniowy wyjazd nad Biebrzę z ciocią i panią Ewą miał miejsce tydzień temu (wyjazd 5 kwietnia w piątek a powrót w poniedziałek) i aż wstyd, że od razu nie zabrałam się za pisanie sprawozdania z wycieczki. Mam jednak tak dużo zdjęć (zrobiłam ok. 1200, a i tak bardzo dużą ilość musiałam wyrzucić), że podzielę wpis na trzy osobne posty.

W Biebrzańskim Parku Narodowym byłam już trzeci raz i jak zwykle Dolina zachwyciła nas nie tylko bogactwem natury, ale i cudownymi widokami rozlewisk. Muszę się jednak przyznać, że pierwszego dnia naszych obserwacji, czyli w sobotę (przyjechałyśmy w piątek ok. godziny 21:00), nie widziałyśmy w ogóle Biebrzy, ale jechałyśmy wzdłuż Narwi, która oplata park od strony południowej.
Wstałyśmy o 5:30 i niedługo po wschodzie słońca wyjechałyśmy z naszego ośrodka, w którym się zatrzymałyśmy (który naprawdę był niczego sobie) i ruszyłyśmy w na zachód, jadąc szosą wzdłuż meandrującej Narwi. Pierwszą naszą obserwacją był dudek, który skakał po trawie przy zakręcie szosy. Niestety nie pozwolił sobie zrobić zdjęcia i odleciał od razu, gdy samochód się zatrzymał. Musiałyśmy obejść się smakiem. Jednak kawałek dalej Narew zbliżała się do drogi, więc wysiadłyśmy, aby nacieszyć wzrok widokiem dreptających przy brzegu batalionów, pary rycyków i przeganiających się wzajemnie krawodziobów. Gdyby jeszcze nie było tak zimno.
Bataliony.
Również bataliony.
A tu krwawodziób.
Jadąc dalej wdziałyśmy jak stado batalionów i śmieszek bezczelnie korzysta ze świeżo zaoranego pola, chmarą latając za traktorem.

Krajobrazy również miło było podziwiać.

Zatrzymałyśmy się przy większym rozlewisku przy drodze. Na początku rzuciły nam się w oczy żerujące po łące kuliki. Na początku myślałam, że to kuliki wielkie, ale po przejrzeniu zdjęć okazało się, że w grupce trzech ptaków znajduje się również kulik mniejszy. W rzeczywistości wcale nie różnił się aż tak bardzo rozmiarem od swojego kuzyna.
Kulik mniejszy.
Tu również kulik mniejszy.
Po lewej kulik mniejszy, po prawej kulik większy.

Kiedy oderwałyśmy wzrok od kulików (z których bardzo się cieszyłam), na wodzie zaobserwowałyśmy cyranki, cyraneczki, płaskonosy, świstuny i rożeńce. Między kaczeńcami pływały również łabędzie nieme i krzyżówki.
Para rożeńców.
Z lewej - dwa samce cyraneczki, z prawej (z białym paskiem na głowie) samiec cyranki.
Ponownie cyraneczki i cyranki.
 Niedaleko brzegu pojawił się perkozek, ale postanowił nie dać się sfotografować tak łatwo, bo co chwila nurkował pod wodą.
Perkozek.
Na koniec jeszcze przeleciał kulik, zaśpiewały rudziki i po tym miałam ochotę schować się w samochodzie, bo wydawało mi się, że od samego rana nie zrobiło się ani trochę cieplej. Moje palce powoli zamarzały.
To był chyba mniejszy.
Tak wyglądało miejsce obserwacji.
Były też oczywiście bataliony.
Zatrzymałyśmy się przy wieży widokowej w Zajkach, ale rozlewiska były daleko i niewiele było widać. Ale koło drogi pałętały się mało płochliwe rudziki i spędziłyśmy dobre 15 minut, fotografując je.

Zjechałyśmy z drogi prowadzącej do Wizny, aby dojechać do kolejnego rozlewiska na naszej liście w poszukiwaniu gęsi. Gęsi za bardzo nie było, ale za to bardzo głośno dawały znać o swojej obecności łabędzie krzykliwe! Ile ja się ich naszukałam! Nareszcie! Para łabędzi pływała sobie spokojnie w dogodnej odległości na zdjęcia i zachowywała się dość głośno (z przerwami na czyszczenie piór).

To było naprawdę miłą odmianą. Te okolice były tak ciche i spokojne, a jedynym głośnym dźwiękiem był klangor żurawi, krzyki łabędzi lub ewentualnie traktor. Czemu poranek nie mógł trwać dłużej? Wydawało mi się, że słońce strasznie szybko wbija się w górę. Co prawda było coraz cieplej, ale ptaki stawały się mniej aktywne.

Pojechałyśmy na krótko do Góry Strękowej aby spojrzeć z góry na rozlewiska Narwi.

Niedaleko Wizny zatrzymałyśmy się znowu kilka razy, aby lepiej przyjrzeć się żerującemu bocianowi i batalionom. W końcu tak jakoś wyszło że minęło południe.

Niestety nie wiem, czy to piecuszek, czy pierwiosnek, bo odezwał się tylko głosem ostrzegawczym. Jak się potem okazało, piecuszek i pierwiosnek odzywają się w ten sposób niemal identycznie, więc pozostało nam odróżnianie gatunku po kolorze nóg (tym bardziej dobry sposób, że zwykle odcień jest nieco inny na każdym zdjęciu). Ta opcja też się nie sprawdziła, bo światło postanowiło ich nie oświetlić na zdjęciu.

Po południu byłyśmy już tak zmęczone, że pojechałyśmy już tylko do sklepu, a potem do ośrodka, by odpocząć. Ale już godzinę później pojechałyśmy znowu w teren, ale tym razem pojechałyśmy na ścieżkę w Narwiańskim Parku Narodowym prowadzącą przez podmokły las.

Na ścieżce byłyśmy tylko my, a jedynymi odgłosami były śpiewy ptaków. To było zarazem bardzo relaksujące dla mnie (coś cudownego w porównaniu do codzienności pełnej stresu) jak i denerwujące, bo za nic nie mogłam wypatrzeć ptaków śpiewających na drzewach. Wydawało mi się, że ptak siedzi tuż przede mną, ale za nic nie mogłam go wypatrzeć, podczas gdy on dawał chyba najgłośniejszy koncert w swoim życiu.
Czasami wydawało mi się, że słyszę tylko pierwiosnki.
Podobało mi się odbicie w wodzie.
Gęgawa.
Trznadle akurat były na tyle uprzejme, że się pokazywały.
To koniec dnia pierwszego. Drugą część postaram się wstawić jak najszybciej! Życzę Wam miłego tygodnia.

5 komentarzy:

  1. Dziękuję za wspólną wyprawę! Było super! W końcu się nauczyłam odróżniać kuliki :-D dziękuję za ornitologiczne korepetycje :-) piękne zdjęcia i ciekawa relacja. Z niecierpliwością czekam na następne. Relacje, zdjęcia... i wyprawy:-) -Agata.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest ptasio, ale i przeraźliwie sucho. My jedziemy 1 maja, ale mam obawy, że na próżno:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozlewiska na Biebrzy to piękne miejsce. A i ptaków tam multum.
    Super zdjęcia i relacja z wyprawy, z niecierpliwością czekam na następną część. :)

    Wcześniejszy komentarz przez przypadek usunąłem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na bogato :). Gratuluję krzykliwców i mniejszego. Biebrza jest rajem, doskonale rozumiem, jak przebywanie w takim otoczeniu sprawia, że stres ulatuje. Czekam na drugą część!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za komentarz! Cieszę się, kiedy pojawiają się nowe, czytanie ich sprawia mi dużą przyjemność. Jeśli masz jakieś uwagi lub spostrzeżenia na temat danego wpisu, zostaw wiadomość! Na komentarze i pytania czytelników zawsze odpowiadam. :)