niedziela, 18 września 2016

Nocne niebo

W sierpniu pierwszy raz próbowałam robić zdjęcia gwiazd. Pokombinowałam z ustawieniami, trochę poszukałam w internecie i udało mi się zrobić takie zdjęcia.
Wielki wóz!
Ta kreska u góry z lewej strony to spadająca gwiazda :)

Oraz księżyc:

 I takie zdjęcia drzewka podświetlonego latarką :) Fajnie wyszło.

I na koniec piękny zachód słońca :)

środa, 7 września 2016

Dolina Środkowej Wisły - obserwacja czapli nadobnej!

Na zakończenie wakacji wybraliśmy się w Dolinę Środkowej Wisły.

Na początku obserwowaliśmy zbierające się na polach żurawie. Szkoda, że już odlatują.

Bocianów było wyjątkowo mało, spotkaliśmy ich tylko kilka. To nic w porównaniu z zeszłym rokiem.

Stawowy
Po drodze nad brzeg Wisły widzieliśmy jeszcze błotniaki stawowe, myszołowy i srokosze.
Z wału rozpościerał się naprawdę piękny widok na rzekę i pola.

Nad wodą było mnóstwo czajek, kaczek krzyżówek, czapli siwych i białych, pliszek oraz piskliwców. Gdy szliśmy wzdłuż Wisły spotkaliśmy taką czaplę:

Jeździliśmy z miejsca na miejsce, by obserwować różne odcinki rzeki. I w końcu natrafiliśmy na prawdzie cudo. Na ostatnim przystanku zauważyłam żerująca czaplę nadobną!
Z lewej czapla nadobna, z prawej biała.
144, super gatunek :)

sobota, 20 sierpnia 2016

Sikorki jak na dłoni - Łazienki Królewskie w Warszawie

Wybraliśmy się na wycieczkę do Warszawy, głównie do Łazienek Królewskich. Nigdy tam nie byłam. Nie powinnam być chyba zaskoczona ilością ludzi, ale jednak tak się stało. Ledwo można było chodzić po głównych alejkach.

Największą atrakcją (dla mnie) były odważne sikorki, które siadały na ręku, kiedy tylko wyciągnęło się ją ze słonecznikiem w kierunku krzaków. :) W końcu wiem, jak to jest mieć ptaka przed obiektywem jak na dłoni. Aparat trzymałam dokładnie kilka centymetrów od ptaka.


Kowalik nie był już taki odważny. Skakał koło ręki, nogi, prawie wchodził na but, ale na dłoni nie usiadł.


Samiczka także jest piękna.
Przez cały spacer szukałam mandarynek. Jak na złość nigdzie ich nie było. W końcu udało nam się spotkać samiczkę i małego. Ta samo jak sikorki i kowalik, kaczka, nie zwracając na mnie uwagi, pozwalała się fotografować z niesamowicie bliskiej odległości (jestem przyzwyczajona, że ptaki uciekają z odległości 50 metrów, a co dopiero nawet na mnie nie patrzą, jak stoję od nich 50 centymetrów). Ze zdjęć jestem zadowolona (było łatwo je zrobić...), ale to nie to samo, co udane zdjęcie płochliwej czapli białej czy innego ptaka, który normalnie ucieka, jak tylko Cię zobaczy. Co prawda w Łazienkach znajduje się dzika populacja mandarynek, więc chyba mogę sobie zaliczyć ten 142 gatunek.


Ach, no tak. Wiewiórki też jadły z ręki (całe szczęście nie mojej).
Trochę nie wyraźne, ale musiałam wstawić :D
Eeeee... czy mi się wydaje, czy ta wiewiórka jakoś dziwnie się uśmiecha?